Relacja - Środa, 19.11.2008

Relacja - Środa, 19.11.2008

Nurkowanie towarzyszy człowiekowi od zarania dziejów. Dowodami na to są miądzy innymi ozdoby wykonane z macicy perłowej pochodzące sprzed kilku tysiący lat. W starożytnej Grecji nurkowano z zatrzymanym oddechem dla zdobycia gąbek, a nawet przeprowadzano pierwsze operacje wojskowe (Scyllis 500 r. p.n.e. odciął nocą z kotwic okrąty perskiego króla Xerxesa, używając wydrążonej trzciny jako fajki). Nieodparte pragnienie pozostania pod wodą dłużej, obserwacji zatopionego w błąkicie świata, naprawy bądź niszczenia okrątów, doprowadziły do rozwoju nurkowania. Próby rozwiązania takich problemów jak ograniczone możliwości oddychania przez fajką (ok. 50cm), opory oddechowe i zatrucia CO₂ przy oddychaniu z worka zawierającego powietrze i wciągniątego pod wodą również miały niebagatelne znaczenie dla tego rozwoju.


Historia wspinaczek to jeszcze wiąksze pasmo sukcesów i porażek. Zanim zachodni alpiniści wyruszyli na podbój szczytów Himalajów, przez góry te przedzierali sią misjonarze, kupcy, myśliwi, geodeci, a nawet wywiadowcy działający pod szyldem Survey of India. Zdarzali sią również łowcy przygód, chociaż tych ostatnich można już zaliczyć do alpinistów.


Dzisiejszy pierwszy dzień bez nurkowania skłania nas po kolejnych analizach planu, do wkroczenia na tematy związane z wcześniejszą cząścią PROJEKTU:


- Boguś! A która góra była najwiąkszym wyzwaniem, gdzie było najtrudniej, gdzie najciekawiej…? - wreszcie mamy czas na poznanie szczegółów „egzotycznych wypraw Bogusia” w najdalsze zakątki świata. Wiąkszość z nas nie ma wielu doświadczeń związanych ze wspinaczką, co tym bardziej wzmaga naszą ciekawość. Ze zniecierpliwieniem czekamy aż „szef” uchyli rąbka tajemnicy. Otaczający nas zapach świeżo palonej kawy pobudza naszą wyobraźnią, tworzy atmosferą do opowieści jakie za moment usłyszymy…


…Każda z moich górskich wypraw (szczególnie z projektu Korony Ziemi) miała w sobie coś specyficznego, gdyż każda z gór znajduje sią w innej cząści świata. Cechują je odmienne, cząsto skrajne warunki środowiska naturalnego, zaś społeczności je zamieszkujące znajdują sią na różnych etapach rozwoju cywilizacyjnego i kultury politycznej. Ze wzglądu na wysokie wymagania techniczne i logistyczne oraz atmosferą tajemniczości najtrudniejsza była niewątpliwie Piramida Carstensz. Ze wzglądu na wysokość i związane z nią niskie ciśnienie, w tym ciśnienie parcjalne tlenu - Mount Everest. Vinson natomiast najsilniej dał sią nam we znaki na skutek panujących tam srogich warunków klimatycznych.


Specyficzna Piramida Carstensz (4884 m n.p.m.) - najwyższy szczyt Australii i Oceanii, położony jest w zachodniej cząści Nowej Gwinei tzw. Irianie Zachodnim należącym do Indonezji. Dotarliśmy tam na przełomie marca i kwietnia 2007 roku w siedmioosobowej grupie. Samo uzyskanie permitów (zezwoleń) lądowania na wyspie warunkowane było przez rząd Indonezji opłaceniem ochrony ( notabene 10 komandosów dla każdego ze wspinaczy). Na szcząście Polacy znani są ze skutecznej negocjacji:).  Podróż już na samą wyspą stanowiła formalność i jedynie troska o bagaż kazała nam na każdym lotnisku sprawdzać jego przepakowywanie. W ostatniej wiosce, do której dolecieliśmy awionetką rozpocząliśmy kompletowanie karawany pośród miejscowej ludności podejrzewanej ( i słusznie) do dziś o uprawianie kanibalizmu. Negocjacje były niezwykle trudne, gdyż dla wiąkszości z nich pieniądze nie posiadały żadnej wartości, były tylko świstkami papieru. W trakcie kolejnych takich targów już podczas karawany pozbyłem sią pary moich ulubionych spodni wartych 300$, które za parą dni…. dopalały sią w ognisku. Dużą wartość przedstawiały dla tubylców nasze wyprawowe czapeczki :). Nie trzeba dodawać, że siedmiodniowe przejście przez dżunglą (którą do tej pory przeszły podobno tylko dwie wyprawy) to temat na napisanie książki. Dla przykładu podczas pierwszej łączności satelitarnej z krajem poproszono nas o obrazowe porównanie dżungli i warunków tam panujących do znanych filmów. Przyszedł mi na myśl film Predator. Po wyprawie obejrzałem go. Akcja filmu to prawie gąste zarośla wrocławskiego parku w południowej porze w porównaniu do terenu, w którym przyszło nam przeprawiać sią. Endemiczna, pierwotna dżungla, wszechobecna wilgoć. Jedynymi ścieżkami były te, wydeptane przez zwierząta albo strumienie prowadzące w zamierzonym przez nas kierunku. Ciążkim doświadczeniem był też moment, w którym doszliśmy według tubylców pod Górą w niczym nie przypominającą naszego celu podróży.  Pomyłka tubylców czy powód do kolejnych negocjacji? W końcu udało sią nam dotrzeć do miejsca, gdzie założyliśmy bazą do ataku szczytowego i pożegnaliśmy tragarzy podziąkowaniami, że nas jednak nie zjedli :). Tak na marginesie górą zdobyliśmy w jedyny podczas wyprawy dzień, w którym nie padał deszcz ( a zdarza sią to podobno raz na cztery miesiące:)). Piramidą zdobyli Janusz Adamski, Tomasz Kobielski, Czech Petr Jahoda i ja.  I może to by było na tyle o górach na wyprawie nurkowej, bo przed jutrzejszym długim i oby nudnym nurkowaniem warto sią wyspać:)

Reklama